Kto korzysta na prohibicji?

Wieloletnie zakazy zażywania marihuany miały, wg władz, chronić społeczeństwo przed zagrożeniami – morderstwami, chaosem, uzależnieniem, a nawet upadkiem moralnym. Minęło prawie sto lat od pierwszych prawnych restrykcji, a niestety nie widać, aby problemy te zniknęły. Co gorsze – marihuana stała się walutą w rękach organizacji przestępczych, a sumy, jakimi mogą one dzięki niej operować, są niewyobrażalnie ogromne. Czy terroryzm ma coś wspólnego z marihuaną? Kto tak naprawdę korzysta na prohibicji?

„Jak to kto? Dilerzy!”

Ludzie, którzy są przeciwny wolnym konopiom bez zastanowienia powiedzą – „jak to kto korzysta na prohibicji? Dilerzy!”. W ich głowach sprzedaż marihuany odbywa się w najgorszych dzielnicach miast, w ciemnych, zapomnianych uliczkach. Sam diler to wysoki, chudy osobnik, oczywiście z kapturem na głowie i nieświeżych ciuchach, który proponuje pierwszą „działkę” za darmo, dla zachęty. W rzeczywistości przeciwnicy marihuany nie zdają sobie sprawy z tego, że bardzo często „dilerami” można nazwać wesołych staruszków, którzy uprawiają kilka roślin w swoim ogrodzie lub zwykłych studentów, trzymających na parapecie nie tylko paprotki. Chcą po prostu mieć dostęp do dobrej jakościowo marihuany.

Praca przy komputerze

Praca przy komputerze

Z drugiej strony jest ta stereotypowa grupa dilerów, którzy w rzeczywistości nie sprzedają marihuany, a o wiele bardziej uzależniające i silniejsze narkotyki. Marihuana jest często traktowana przez nich jak produkt uboczny lub zagranie marketingowe – można to przyrównać do rozdawania darmowych gum do żucia w restauracjach. Skoro ktoś wydał niebotyczną sumę za kilka białych kapsułek, to można przecież dorzucić mu kilka gram zielonego. Więc następnym razem, jak zauważysz podejrzanego mężczyznę w alejce, to nie obawiaj się, że zarzuci Cię marihuaną, a raczej tego, że wyciągnie towar w strzykawkach. I tak naprawdę, to nie on ma korzyści finansowe ze sprzedaży, a ktoś ustawiony o wiele, wiele wyżej od niego.

Diler narkotyków

Diler narkotyków

Zorganizowane grupy przestępcze bez wątpienia korzystają na zakazach

Marihuana będzie interesująca dla zorganizowanych grup przestępczych, tak długo jak pozostaje ona nielegalna. Przy stałym popycie, zyskach wolnych od podatku i nieregulowanym, stosunkowo prostym procesie produkcyjnym, jest to dla nich bezproblemowe źródło dochodu. Raport z 2016 o narkotykach na rynkach UE opisuje, że

„szacowana wartość rynku detalicznego konopi w UE wyniosła ponad 9,3 mld € w 2013 roku, a aktualnie może nawet przekraczać 13 mld € rocznie. Stanowi to prawie dwie piąte całkowitego nielegalnego rynku narkotyków.”

Podobieństwa między obecnym statusem marihuany, a alkoholu w czasie prohibicji w USA, są nieuniknione. Mafia i podobne grupy nie handlują już przecież alkoholem, ponieważ nie mieliby w tym żadnego zysku. Ich metody są nieetyczne, działają bez skrupułów i bezwzględnie skutecznie. Przyciągają tych, którzy są w stanie wydać ogromne sumy na narkotyki o niskiej jakości, których zażycie może nawet skutkować śmiercią. Nie jest dla nich w żaden sposób problemem – przecież nikt tego nie sprawdzi, skoro marihuana jest nielegalna, to nie jest też badana na rynku, nie można legalnie skontrolować jej jakości. Zorganizowane grupy przestępcze są również bardzo skłonne do udzielenia kredytów, których nikt nie jest w stanie spłacić, a następnie w brutalny sposób odzyskują „swoje” pieniądze. Na dużą skalę, nielegalna produkcja konopi generuje niewyobrażalną ilość przepływów pieniężnych, które następnie znikają na czarnym rynku albo są wykorzystywane do finansowania działań o wiele gorszych, niż uprawy roślin.

Agent z UZI

Agent z UZI

Wsparcie dla terrorystów

Zorganizowane grupy przestępcze nie są jedynymi, którzy korzystają z nielegalnego statusu konopi. Nowe dowody dostarczone przez włoską policję wykazują, że ISIS oraz włoska mafia pracują razem, aby przewozić marihuanę z Afryki Północnej do Europy. W kwietniu tego roku Franco Roberti, włoski prokurator specjalizujący się w działaniach antymafijnych, powiedział, że ISIS kontroluje większość tras europejskiego przemytu z Libii i Morza Śródziemnego. Organizacja terrorystyczna zyskuje około 7% swoich funduszy z handlu narkotykami, chociaż uprawa i stosowanie konopi (i innych środków odurzających) jest surowo zabronione zgodnie z prawem szariatu. Sayyid Ali Chamenei, autorytet religijny i obecny najwyższy przywódca Islamskiej Republiki Iranu, w swojej książce dotyczącej praktykowania islamu napisał, że zarówno zażywanie, jak i wchodzenie w jakikolwiek kontakt z narkotykami jest religijnie zabronione. Dotyczy to więc nie tylko sprzedaży, ale również pakowania czy przewożenia. Jak widać ISIS, mimo całej otoczki religijnej, którą wokół siebie roztacza, nie przyjmuje słów przywódcy zbyt poważnie. Dlatego według Robertiego zamiast ciągłej walki z marihuaną i zaostrzania przepisów, lepszą taktyką okazałoby się uznanie tej jednej rośliny za całkowicie legalną:

„legalizacja na pewno stanie bronią wobec handlarzy, wśród których aktualnie znajdują się w większości terroryści. W ten sposób realnie można wpłynąć na ich dochody i ukrócić życie organizacji terrorystycznych.”

Każdy z nas doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że pieniądze zarobione na marihuanie, służą później do finansowania broni – tej samej, przed którą drży cały świat.

Gangsterzy w starym stylu

Gangsterzy w starym stylu

Handel bronią jest prawdziwym problemem

Organizacje terrorystyczne chcą być uzbrojone po zęby. Jawnie, duża część ich zysków z obserwowanego handlu narkotykami, jest przeznaczana na zakup broni. Trudno jest jednak wskazać dokładnie, jaka część zysków terrorystów pochodzi wyłącznie ze sprzedaży marihuany. Szacunki wahają się od 15% do 60%, ale dane te dotyczą tylko konopi indyjskich przewożonych z Meksyku do Stanów Zjednoczonych przez kartele i mafie.

Organizacje przestępcze, terroryści, mafie zarabiają na handlu narkotykami. Kto jednak sprzedaje im broń, by mogli stać się aż tak silni i stawać do równej walki ze strażnikami prawa? Jakim cudem mała grupka fanatyków z Dalekiego Wschodu jest aktualnie w posiadaniu najnowocześniejszych dział i bomb? Kto jest w stanie sprzedać broń największemu wrogowi? Niedawny raport dotyczący zorganizowanej przestępczości w Meksyku stworzony przez prokuratora generalnego (PGR) w sprawie broni przejętych od karteli stwierdza, że ponad 70% broni, którą kiedykolwiek skonfiskowano, pochodziło ze Stanów Zjednoczonych. Znalazły się wszystkie typy pistoletów i broni automatycznej, ale również granaty odłamkowe, snajperki, rakiety i miny przeciwpiechotne. Nie wygląda to jak zwykły arsenał przewieziony ze sklepu, prawda? To bronie używane przez amerykańską armię, ale także sprzęt, który jest legalnie dostępny w większych marketach.

Co jest absolutnie jasne – prawdziwymi zwycięzcami są ci, którzy produkcją i sprzedają broń używaną przez obie strony. Czy pieniądze pochodzą od rządów lub karteli, znaczna ich ilość jest generowana dzięki zakazom zażywania marihuany i wpada do firm, które wypuszczają na rynek coraz to bardziej przerażające bronie. Dotyczy to każdego kraju, w którym panuje, mniejsza bądź większa, wojna narkotykowa.

Znak dolara

Znak dolara

Czy banki mają z tym coś wspólnego?

Zastanawiające jest więc to, w jaki sposób tak ogromne sumy pieniędzy przechodzą przez rynek niezauważone? Mowa tu o biliardach $, których przecież nie można trzymać w skarpecie. Oczywiście organizacje przestępcze nie posiadają normalnych kont w bankach, jednak w jakiś sposób są w stanie je składować. I tu pojawia się kwestia prania pieniędzy i tego, jak wszyscy – banki, rządy – zgodnie przymykają na ten proceder oko.

Krótka historia o praniu pieniędzy z handlu narkotykami

Na początku 1980 roku Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) po raz pierwszy zauważyła, że znaczne sumy pieniędzy mafii włoskiej poruszały się w ramach międzynarodowego systemu bankowego, przechodząc od czerni do bieli, w zaledwie kilka kroków. Powstała więc organizacja Financial Action Task Force (FATF), której zadaniem było wyłapywanie i kontrolowanie nielegalnych pieniędzy. Jednak niedługo potem, dzięki stałemu dostępowi do internetu, banki stały się globalne, więc obserwowanie wszystkich przepływów finansowych stało się wręcz niemożliwe

Przed erą internetu w Meksyku istniały domy wymiany walut, znane jako Casas de Cambio, w których rozpatrywano międzynarodowe transfery pieniężne i czeki podróżne, a następnie transakcje finalizowano z amerykańskim bankiem Wachovia. Bank ten przejął Wells Fargo, który w 2004 roku był jednym z największych banków w USA i do dziś przymyka oko na ogromne przepływy finansowe zachodzące w formie depozytów gotówkowych czy czeków.

Dolary

Dolary

Tak wielkie sumy są dla banku jedynie powodem do radości. W latach 2008 i 2011, w szponach kryzysu finansowego, banki utraciły płynne aktywa pochodzące z legalnych źródeł i pożyczek międzybankowych. Między innymi dzięki skuteczności FATF w poprzednich latach, a także częściowo ze względu na eskalację wojny z narkotykami, która uczyniła to wszystko bardziej opłacalnym, zorganizowane grupy przestępcze miały pieniądze, których tak rozpaczliwie potrzebowały banki.

To nie jest przypuszczenie. W 2009 i 2012 roku Antonio Maria Costa, dyrektor wykonawczy Biura Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC), udzielił wywiadów, w których wyraźnie zaznaczył, że pieniądze pochodzące z międzynarodowego przemytu narkotykowego zostały użyte do ratowania banków w czasie katastrofy finansowej.

W 2009 roku stwierdzono, że pieniądze z nielegalnego źródła były często jedynym płynnym aktywem finansowym wielu banków. Na domiar złego większość z 352 mld $, które jednoznacznie pochodziły ze sprzedaży narkotyków, została wchłonięta przez system gospodarczy jako wynik, który później pokazywano obywatelom. Więc świadomie czy nie, cały światowy system bankowy – od prezesów do kasjerów – skorzystał na zakazie sprzedaży marihuany.

Pieniądze na drzewie

Pieniądze na drzewie

Kto mógłby skorzystać, jeśli marihuana byłaby legalna?

Ten wpis, choć może zbyt długi i poważny, nasuwa kilka fantazyjnych pytań. W jakim stanie byłaby gospodarka, gdyby handel marihuaną był legalny? A gdyby te ogromne ilości pieniędzy z handlu mogły być opodatkowane? Ile obecnie funduszy poświęca się na zbrojenie, szkolenie i utrzymanie sił rządowych, które mają za zadanie „walczyć” z marihuaną? Czy nie lepiej gdyby korzyści finansowe mogli czerpać rolnicy, a nie producenci broni? Dlaczego na tak wiele pozwala się niebezpiecznym przestępcom, a na tak mało zwykłym użytkownikom marihuany?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.